W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
BALOWAŁEM Z RONALDINHO I REPREZENTACJĄ BRAZYLII!

BALOWAŁEM Z RONALDINHO I REPREZENTACJĄ BRAZYLII!

14.07.2025

Kiedy w styczniu 2025 dowiedziałem się, że będę miał okazję poznać słynnego Ronaldinho, zwariowałem. Gdy dotarło do mnie również, że dwa dni spędzę z legendarnymi piłkarzami Reprezentacji Brazylii, myślałem, że wystrzelę w Kosmos. Odliczałem każdy dzień do 20 czerwca, ponieważ to wówczas właśnie miał rozpocząć się najciekawszy piłkarski weekend mojego życia. Wszystko to miało mieć miejsce na Śląsku, na którym zgodnie z założeniem pojawiłem się owego czerwcowego dnia o godz. 17.00. Maszyna emocji ruszyła…
Wraz z moim przyjacielem Przemkiem Erdmanem zamieszkaliśmy w tym samym hotelu co Brazylijczycy i to również z nimi wyruszyliśmy na inauguracyjny bankiet do Hotelu Diament w Zabrzu. Podjeżdżając już pod sam obiekt dało się zauważyć, że będą w nim przebywały „grube ryby”. Czerwony dywan rozłożony przed wejściem, piękne hostessy czy pokazowe Mercedesy to tylko niektóre atrakcje, jakie witały nas przy wejściu. A w środku? Tam było jeszcze lepiej. Znakomicie ozdobione stoły bankietowe, unikatowe oświetlenie, scena, muzyka i goście, z którymi bawiłem się do samego rana.


Rozpoczęło się cudownie, bo od długiej pogawędki z Kubą Błaszczykowskim. Fajny facet, a opowiadał mi tak, jakbyśmy znali się już wieki.


Kolejny gość, który poopowiadał mi jak to było w kadrze, za czasów, gdy był on selekcjonerem to Adam Nawałka. Niesamowite w jakiej znakomitej formie jest ten przystojniak. Do tego nienagannie skrojony garnitur, świetnie dobrane okulary i kultura, której nie powstydziłby się niejeden dyplomata.




Czas mijał nieubłaganie, aż na Sali pojawił się … RONALDINHO! Styl totalnie luźny… Czarny kapelusz, czarny t-shirt, długi łańcuch na szyi zakończony krzyżem. Do tego ciemne okulary i czarujący uśmiech, z którego, ten niegdyś znakomity piłkarz znany był na całym świecie. Oczywiście nie tylko z tego, bo główną jego cechą były zabójcze dryblingi, którymi „wkręcał” w murawę swoich przeciwników. Brazylijczyk na salę wejście miał iście królewskie. Muza i głośny komentarz prowadzącego imprezę dodatkowo podnosiły atmosferę. RONI wchodził na salę, a ja zupełnie przy nim. Towarzyszyłem mu do jego stolika. Co to były za emocje.
Dalsza część uroczystości przebiegała w równie znakomitej atmosferze, a ja skupiałem się na dialogu z byłymi reprezentantami Polski. Był Maciej Żurawski, Tomek Jodłowiec, Sebastian Mila, Sławek Peszko i wielu, wielu innych. I skoro mowa o Sławku Peszko to wszyscy wiecie jaki to gość. Za kołnierz nie wylewa, a to czasami prowokuje do niespodziewanych sytuacji. Tak było i tym razem, gdy słynny „Peszkin” wskoczył na scenę i przy użyciu mikrofonu zaczął śpiewać znany polski przebój.
Nie będę Was zanudzał z kim jeszcze rozmawiałem podczas bankietu (chociaż dotarł do nas również Andrzej Gołota), ale o dwóch gościach muszę jeszcze wspomnieć. Marcin Wasilewski i Kuba Wawrzyniak. Tego wieczoru byli to „najmocniejsi” gracze. Najmocniejsi dlatego, że wraz ze mną i moim przyjacielem pozostali do samego końca i wspólnie w czwórkę zamykaliśmy imprezę. W jakim stanie? Tego nie będę już opisywał, jedno jednak jest pewne – to, że chłopaki potrafili na drugi dzień zagrać w meczu Legend Reprezentacji Polski z Legendami Reprezentacji Brazylii oznacza, że są nie tylko BOISKOWYMI znakomitymi graczami. „STOLIKOWYMI” również. Skąd oni mieli siły na rozegranie sobotniego pojedynku, nie wiem…




21.06.2025. Sobota. Obudziliśmy się około godz. 10.30. Zjedliśmy śniadanie, a po nim wróciliśmy do swoich łóżek. Nie dało się inaczej, a biorąc pod uwagę fakt, że czekał nas kolejny wieczór pełen atrakcji, woleliśmy porządnie się zregenerować. I całe szczęście… O godz. 18.30 podjechał po nas autokar. W zasadzie nie po nas, a po reprezentację Brazylii, ale że mieliśmy specjalne względy to właśnie razem z Brazylijczykami udaliśmy się na Stadion Śląski w Chorzowie. Co za przeżycie… W eskorcie policji, zbliżając się do obiektu, witały nas tysiące Polaków. Wszyscy machali, śpiewali, czuć było, że atmosfera będzie znakomita. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro na trybunach miało pojawić się 55 tys. kibiców. Zaraz po wyjściu z autokaru, udaliśmy się do szatni „Canarinhos”. Wszystko przygotowane: stroje piłkarzy rozłożone na swoich miejscach, napoje, posiłki wyłożone na stole, łóżka do masażu w pełnej gotowości. Perfekcja. Jeden moment z szatni utkwił mi w pamięci najbardziej, a mianowicie chwila, gdy ubrani już w żółto niebieskie stroje zawodnicy stanęli w kręgu i wspólnie odmówili modlitwę. Samą jej końcówkę udało mi się wyłapać i pokażę Wam ją na moich socialach.








Do pojedynku pozostało jeszcze około 1,5 godz., dlatego wraz z zawodnikami udaliśmy się na płytę. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to szalejący na punkcie Brazylijczyków kibice. Każdy chciał z nimi zdjęcie, autograf lub chociażby wymienić nawet krótkie spojrzenie. Nie ukrywam, że również czułem się przez moment jak „Gwiazda”, ponieważ biorąc pod uwagę fakt, że wszędzie poruszałem się z reprezentantami z Ameryki Południowej to miałem na sobie koszulkę z napisem BRASIL. To wszystko spowodowało, że fani byli przekonani, że jestem jednym z nich. Wracając jednak do murawy, muszę stwierdzić, że tak perfekcyjnie przystrzyżonej trawy jeszcze nie widziałem. Chodziło się jak po dywanie, co chwilę spotykając zresztą znajomych. Z trójką z nich zrobiliśmy sobie nawet pamiątkowe zdjęcie, ponieważ taka okazja zdarza się naprawdę rzadko.


Ja jednak nie mogłem doczekać się już samego meczu. Brazylijczycy przebierali się w swojej szatni, a my z Przemkiem dzielnie im towarzyszyliśmy. Emocje rosły, a te z kolei zaczęły zbliżać się do punktu kulminacyjnego, gdy staliśmy z piłkarzami obu Reprezentacji w tunelu, z którego za chwilę mieli udać się boisko. Było przybijanie sobie „piątek”, były życzenia „powodzenia”, a nawet krótkie pozdrowienia. Gdy natomiast zobaczyliśmy się z „Wasylem i Wawrzynem” wymieniliśmy tylko uśmiechy, a każdy z nas wiedział już o co chodzi. Po kilku minutach oczekiwania w tunelu, żółto niebiescy i biało czerwoni skierowali się w kierunku wyjścia. Ja natomiast czekałem na RONALDINHO, który jako MEGA GWIAZDA miał udać się w kierunku murawy indywidualnie. Jest. Przyszedł. Stanął i czekał, a przy nim ochroniarze, Przemek i ja. Tak, tak to właśnie my byliśmy najbliżej Brazylijczyka oczekującego na jego kolej. Aby pokazać Wam jak blisko towarzyszyliśmy byłemu piłkarzowi FC Barcelona obejrzyjcie poniższy filmik i zdjęcia. Bliżej po prostu się nie dało.






Rozpoczął się mecz, a my zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami zajęliśmy miejsce na ławce rezerwowych południowców. Atmosfera była fantastyczna. Ci ludzie są po prostu jak z innej planety. Pogodni, uśmiechnięci, pomocni. W takim klimacie właśnie spędziliśmy 90 minut, aby po rzutach karnych zrobić sobie z naszymi nowymi znajomymi pamiątkowe zdjęcie.


Gdy około godz. 23.30 opuszczaliśmy szatnię, udaliśmy się w kierunku sali, na której odbywało się pomeczowe After Party. Tutaj również mnóstwo znakomitości, a oprócz piłkarzy i celebrytów w tłumie można było również dojrzeć polityków. Taka już jest ich mentalność… lubią ogrzać się w blasku fleszy i Gwiazd. Sama impreza jednak nas nie zachwyciła i po około półtorej godziny udaliśmy się z Przemkiem do hotelu. To samo przed nami zrobili już reprezentanci „Canarinhos”. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, że dla nas ten wieczór tak naprawdę dopiero się zaczyna. Pojawiwszy się w obiekcie po godz. 1.00 w nocy, naszą uwagę zwrócili brazylijscy piłkarze (wraz z żonami) tłumnie siedzący w hotelowym lobby. Ich miny nie były zbyt wesołe… Okazało się, że hotelowy barek był już nieczynny, a do tego na Śląsku od godz. 22.00 obowiązuje prohibicja. Żadnego alkoholu czy to w nocnych sklepach czy na stacjach benzynowych nie można było kupić. No ale… byliśmy jeszcze my. Zaradni Polacy. Sobie tylko znanym sposobem w ciągu 20 minut pojawiliśmy się wśród smutnych południowców, wykładając na stole dziesiątki butelek trunków, o których oni w tym czasie marzyli. My te marzenia potrafiliśmy spełnić. To był moment, kiedy śmiało mogę powiedzieć, że staliśmy się prawdziwymi bohaterami, pomimo, że ani ja, a ni Przemek peleryny nie nosimy. Brazylijczycy byli nam tak wdzięczni, że wręcz prosili nas abyśmy bawili się z nimi. Nie mogło być zresztą inaczej oczywiście i do godz. 5.00 nad ranem hotel był świadkiem polsko – brazylijskich przyśpiewek. Głośnych przyśpiewek, ponieważ każdy z Was zna temperament ludzi z tamtej części świata. Zabawę zakończyliśmy wspólną fotą, a następnie udaliśmy się do swoich łóżek.
W niedzielę nie działo się za dużo, poza faktem, że gdy z Przemkiem pojawiliśmy się w okolicach lobby, wdzięczni południowcy witali nas bardzo serdecznie, pozdrawiali i kilkukrotnie dziękowali za rozwiązanie wieczornego problemu. Byli nam po prostu niesamowicie wdzięczni.
Jedno jest pewne. Tego weekendu nie zapomnę do końca życia. Oprócz wspomnianych w tekście znanych postaci, poznałem jeszcze wiele innych. Był Darek Michalczewski, Andrzej Supron, Jurek Brzęczek, Kuba Kwiatkowski (obecny dyr. TVP Sport), Jacek Jaroszewski (lekarz piłkarzy reprezentacji Polski), Kamil Grosicki czy wreszcie Brazylijczycy grający niegdyś w polskiej ekstraklasie: Leandro, Hermes, Hernani czy Roger Guereiro. Byli jeszcze inni…










Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: