W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Hello, nazywam się Mariusz Frąckowiak. Jestem wysoki, przystojny, zwinny... i żartobliwy. Z tą wysokością to bym nie przesadzał (177cm), przystojny...hm – niekoniecznie, a i w bardzo dobrej zwinności przeszkodziły mi operacje kolan, których przeszedłem już kilka. W ogóle ze zdrowiem bywało różnie. Kolana to mały pikuś, chociaż oprócz trzech artroskopii, dwukrotnie otwierano mi w/w stawy aby „naprawić” niestabilność rzepki. To była jednak kosmetyka w stosunku do nagłego zapalenia mięśnia sercowego i natychmiastowej koronarografii, a także innych "niedogodności", które na szczęście są już poza mną.

Od małego interesuję się sportem, chociaż nigdy znaczących sukcesów w nim nie odniosłem. Ukończyłem Uniwersytet Ekonomiczny, chociaż moi profesorowie nie mogli liczyć na moją 100% obecność na swoich zajęciach. Lubię dużo czytać, ale dopiero od niedawna, ponieważ wielkim czytelnikiem lektur szkolnych to ja nie byłem. Kurcze, zaraz wyjdzie na to, że jestem beznadziejny.

Na szczęście, nie jest aż tak źle. Te 177cm wzrostu całkowicie mi wystarcza, Quasimodo też jakiś nie jestem, a w ostatnim czasie książki (zwłaszcza biografie postaci sportowych) pożeram w całości. Czasami naraz. Jedyne co mogę sobie zarzucić to uciekające lata, bo minęło już ich 44, ale jaki mam na to wpływ? No właśnie, dlatego nie ma się co przejmować. Trzeba jechać dalej.

Od zawsze chciałem działać w sporcie. Trenowałem piłkę nożną, ale kontuzje mnie wyeliminowały. Marzeniem moim było pracować w czymkolwiek co związane z piłką nożną , ale jakoś nie było okazji. Niektórzy mówią, że mam w tym kierunku smykałkę, ja natomiast wiem, że dodatkowo mam również sportową pasję. Może kiedyś...

Póki co, swoje sportowe marzenia zacznę realizować od SPORTOWEGO BLOGA. Impuls do założenia jego był nagły. Pomyślałem i założyłem. Ruszyło. Teraz tylko ktoś musi chcieć go czytać, a nowinek, ciekawostek i tajemnic ze świata sportu będzie wiele. W 90% będą to moje osobiste przeżycia ze znanymi sportowcami lub wszystkim co ze sportem związane. W moich blogowych wypocinach będą unikatowe informacje, nie tylko takie, które sami możecie wygooglać sobie w necie. Chcę abyście poznali moje przeżycia, a także wiele sytuacji/wydarzeń, o których nigdzie nie przeczytacie, których nigdzie nie znajdziecie. Mam nadzieję, że mi pomożecie i będziecie dopingowali. Ruszmy razem w świat sportu i odkrywajmy wspólnie jego tajemnice. Wierzę, że chcecie się dowiedzieć jak o mało co nie dostałem prawego sierpowego od sławnego boksera Evandera Holyfielda. Jestem przekonany, że zainteresuje Was jak zareagował słynny piłkarski sędzia Howard Webb (tak, tak – ten sam, który zniszczył marzenia Polaków na Euro 2008 w Austrii) gdy pokazałem mu czerwoną kartkę. Mało Wam? To może chcecie zobaczyć jak proszę Anglików, aby wypowiedzieli masakrycznie trudne dla nich słowa: „Wojciech Szczęsny”? O wszystkim tym przeczytacie (a także obejrzycie) na moim blogu. Pamiętajcie. Minimum raz w tygodniu wchodźcie na Hellosport.pl. Wszystko tutaj znajdziecie, a i wiele cennych nagród wygrać będzie można. No to HELLO!