W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
TENIS W RZYMIE! SPORTOWY WYJAZD ŻYCIA!

TENIS W RZYMIE! SPORTOWY WYJAZD ŻYCIA!

20.05.2024

Imprez sportowych w swoim życiu zaliczyłem dziesiątki. Przepraszam, setki. Czas tak szybko płynie, że rozemocjonowany człowiek może się pogubić, a uwierzcie mi, po tenisowym turnieju w Rzymie, emocje buzują u mnie do teraz. To co tutaj przeżyłem, pozostanie już ze mną na zawsze, a nawet i dłużej, bo w przestworzach mam zamiar dużo o tym opowiadać, taka była adrenalina…

Ale po kolei…

Do stolicy Włoch pojechaliśmy sześcioosobową grupą. Wierzyliśmy, że uda nam się zdobyć bilety na chociaż jeden mecz Igi Świątek, aby pierwszy raz w życiu móc ją wspierać bezpośrednio z trybun. Gdy 9 maja w godzinach popołudniowych wylądowaliśmy na lotnisku Ciampino, wiedzieliśmy, że za kilka godzin nasza zawodniczka pojawi się na rzymskich kortach, aby rozegrać swój pierwszy pojedynek w turnieju. W wielkim pośpiechu i przy dużym szczęściu udało nam się kupić bilety, co oznaczało, że Iga na trybunach będzie miała wsparcie dodatkowych sześciu osób. Nas. Rozemocjonowani, odziani w specjalnie przygotowane czapeczki, koszulki i oczywiście biało – czerwone flagi i szaliki, rozsiedliśmy się wygodnie na naszych miejscach.



„Maszyna” ruszyła, bo inaczej naszej zawodniczki spod Warszawy nazwać nie można. Każdy gem pokonywała jak dobrze naoliwiony silnik, któremu nic nie przeszkadzało w jego równomiernej pracy. Punkt po punkcie, set po secie. Łatwo było, a swoją przeciwniczkę, obecnie nr 1 tenisistka na świecie, pokonała w niewiele ponad godzinę. Awans do kolejnej rundy był bezdyskusyjny, a nam pozostało liczyć na to, że uda się zakupić bilety na jej kolejny pojedynek. Szybko znaleźliśmy informację, że następna potyczka odbędzie się w sobotę 11 maja. To oznaczało jedno…, cały piątek do godzin popołudniowych co piętnaście minut wchodziłem do internetu, aby poznać termin pojedynku Igi. Biletów było coraz mniej, a my nadal nie wiedzieliśmy, czy kupować wejściówki na sesję ranną czy wieczorną. Aż w końcu… BANG! Dostałem smsa od kolegi, że nasza Mistrzyni rozegra swoją partię o godz. 11.00. Kolejna informacja była taka, że bilety są jeszcze dostępne, ale wisienką na torcie okazała się wiadomość, która „spadła” na nas po około 20 minutach! Otóż zaraz po Idze, na tym samym korcie centralnym swój pojedynek miał rozegrać Hubert Hurkacz z Rafaelem Nadalem! I kto powie, że „lepszemu nie sprzyja szczęście”? Wiem, że znacie inną wersją przysłowia o szczęściu, ale ja wolę dopasować sobie tę powyższą????. Soboty, po prostu nie mogłem się już doczekać!

Ubrani we wcześniej wspomniane czapeczki, koszulki i inne akcesoria udaliśmy się do miasteczka tenisowego, gdzie odbywała się cała „impreza”



Pierwsza na kort wyszła Świątek. Dzisiaj, ubrana w innych kolorach niż dwa dni temu. Biała koszulka z różowymi elementami i również mocno różowa czapeczka doskonale komponowały się z naszymi strojami. Pasowaliśmy do siebie jak ulał. Im bliżej meczu, krew krążyła w naszych żyłach coraz szybciej, a buzowała już totalnie, kiedy na „mączce” pojawiła się Polka. Jak zawsze elegancka, skupiona, a po doskonałym zagraniu piłki – uśmiechnięta. Kiedy miała momenty słabsze, konsultowała swoją grę z teamem, który w trudnych momentach podpowiadał jej co ma zmienić w swoich zagraniach.



Nie mieli jednak oni zbyt dużo „roboty” bo Polka jak zwykle grała „swoje”. Grała skutecznie, ciągle zwiększając przewagę nad swoją przeciwniczką. Wygrała, a to wprowadziło ją w doskonały nastrój. Jej samopoczucie było tak cudowne, że z wielką przyjemnością zapozowała ze mną do zdjęcia. Fakt, że na zrobienie tej foty miałem nie więcej niż 0,2 sekundy, ale to właśnie tych dwóch dziesiątych sekundy nie zaponę do końca życia. Zdjęcie z Igą już na zawsze pozostanie w moich zasobach.



Tak, jak wspomniałem wcześniej, teraz czekały na nas kolejne emocje. Znajdujący się na dziewiątym miejscu w rankingu ATP nasz Hubert Hurkacz pojawił się na korcie naprzeciwko słynnego Nadala. Na ten mecz również się przygotowaliśmy i jasne koszulki zamieniliśmy na granatowe (kupiliśmy je dzień wcześniej wieczorem).



Zaczął się mecz… i ku zdziwieniu około dziesięciu tysięcy osób zgromadzonych na trybunach, nasz tenisista radził sobie bardzo dobrze. Ba! On radził sobie rewelacyjne, odskakując Rafaelowi na kilka gemów. I wtedy wydarzyło się coś, czego również nie zapomnę do końca życia. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, kobieta, która siedziała tuż przede mną, odwróciła się w moją stronę i zwróciła mi uwagę, że nie mam kibicować Polakowi. Rozumiecie to? Ona zwróciła mi uwagę, że nie mam wspierać naszego zawodnika! Po każdym skutecznym zagraniu Nadala niemalże dziesięć tysięcy gardeł krzyczało i oklaskiwało Hiszpana, a ja nie mogłem kibicować Hubiemu? Zaraz z podobnymi uwagami dołączyła do niej kolejna pani. Troszkę starsza, na oko licząca sobie około 65 – 70 lat kobieta. Dyskutowaliśmy przez chwilę, aż moje sąsiadki wyjaśniły o co im chodzi… Po prostu była to rodzina Rafy, a konkretnie siostra i mama hiszpańskiego tenisisty. Zdębiałem, aczkolwiek nie spowodowało to, że przestałem wspierać naszego Huberta. Grzecznie wyjaśniłem eleganckim paniom, że bardzo lubię i podziwiam ich członka rodziny, że jest on znakomitym tenisistą, ale moje serce jest przy Hurkaczu i podobnie jak dziesięć tysięcy gardeł wspierało Nadala, tak samo i ja zamierzałem wspierać naszego zawodnika. Robiłem to widocznie dość skutecznie????, ponieważ Polak pokonał jednego z najlepszych tenisistów świata. Byłem wniebowzięty. Skakałem, tańczyłem, aż na końcu skierowałem się w stronę Hurkacza aby mu głośno pogratulować. Hubi też był w znakomitym nastroju, ponieważ na moje słowa „Dzięki Hubert, jesteś WIELKI” odpowiedział mi podniesionym do góry kciukiem.



Z meczem pomiędzy Hurkaczem, a Nadalem związana jest jeszcze jedna sytuacja. Otóż obiecałem pozostałym członkom mojej rodziny, którzy wspólnie ze mną dopingowali naszych zawodników z rzymskich trybun, że jeśli nasz zawodnik pokona Hiszpana to ja zobowiązuję się przez 3 minuty klęczeć na środku całego tenisowego miasteczka owinięty w biało – czerwoną flagę. I mimo, że setki osób, które mnie w tym momencie mijały kierując w moją stronę raz to uśmiech, raz dziwne spojrzenie, ja z dumą unosiłem ręce do góry wykonując swoje trzyminutowe zobowiązanie.



Przy okazji naszej rzymskiej przygody tenisowej udało nam się również uzyskać podpisy Igi i Huberta na czapeczkach, flagach, zrobić foty na tle pięknego kortu centralnego, a także na ośrodku, który jest uważany za jeden z najładniejszych na świecie. Bycie częścią tego wydarzenia, spowodowało, że kolejne niepowtarzalne już pewnie momenty pozostaną w mojej pamięci, a ja stałem się jeszcze większym fanem tenisa, pomimo, że dyscyplina ta była mi od dawna i tak bardzo bliska.









Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: