Specjalnie dla mnie kilku mieszkańców Londynu próbowało wypowiedzieć arcytrudne dla nich słowa „Wojciech Szczęsny”. Możecie to zobaczyć... Jak dodam jeszcze, że uwieczniłem prysznic pod którym nasz narodowy bramkarz palił rzekomego papierosa, z czego media zrobiły sensację, to nie możecie tego nie przeczytać.
O stadionie Arsenalu znalazłem bardzo dużo materiałów. Przygotowując artykuły na mojego bloga bardzo dużo informacji wyszukuję w necie, kupuję specjalistyczne książki, ale co najważniejsze staram się być osobiście w miejscu, które Wam opisuję. Nie będę odwalał dziadostwa i robił Wam kopiuj – wklej, a czytając te informacje pójdziecie sobie co najmniej dwa razy zrobić kawę i trzy razy w międzyczasie wyłączycie komputer. Nuda, nuda, nuda. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się całej historii dotyczącej stadionu Kanonierów – napiszcie, a podeślę Wam jakieś info. Ja natomiast napiszę krótko od siebie i przedstawię zdjęcia i filmik, które sam zrobiłem. No to ruszamy...
Zacznę od mistrzowskiego marketingu. Chłopcy z Anglii wiedzą jak robić mamonę. Żeby kupić bilety na zwiedzanie obiektu musisz udać się do firmowego sklepu Arsenalu. Tam zakupisz wejściówki, ale również wiele różnych gadżetów z klubowym logo. Są tam oczywiście breloczki, kartki, teczki, długopisy...po całe komplety sportowe, piłki, czy inne wymyślne cuda przynoszące Kanonierom zyski. Jeśli myślisz, że tylko raz będziesz w tym sklepie to się mylisz bo właśnie tutaj kończy się również zwiedzanie obiektu. Jak to mówił polski trener Janusz Wójcik ”Kasa Misiu, kasa”. Jedyną rzeczą jaką możesz tam zrobić gratis to zdjęcie na specjalnym fotelu „przyszłego managera Arsenalu”. Żeby tak jeszcze chcieli zapłacić tak jak Wengerowi...
Zdjęcie zrobione, idziemy dalej. Idziemy i wariujemy z wrażenia. Dech w piersiach zapiera już samo wejście na trybuny. 60.272 czerwone krzesełka robią wrażenie. Cztery kondygnacje sięgają kilkudziesięciu metrów w górę. Z każdego niemal miejsca na Emirates Stadium widok na zieloną, równo przystrzyżoną murawę jest doskonały. Najlepszą lokalizacją mogą się jednak poszczycić „wybrańcy” zasiadający w strefie VIP. Mają oni dodatkowo możliwość zarówno przed, w trakcie jak i po meczu rozkoszować się pyszną kuchnią i napojami serwowanymi w specjalnie przeznaczonej dla nich strefie. Alkoholu tam również nie brakuje, co powoduje, że nawet słaba gra „Kanonierów” wygląda bardziej kolorowo.
Kierując się z trybun w stronę płyty boiska, mijamy wybrane trofea, które wywalczyli piłkarze Arsenalu, aby na końcu znaleźć się w tunelu prowadzącym przed oblicza zgromadzonej najczęściej w ilości 60 tysięcy osób publiczności.


To właśnie w tym tunelu przedstawionym powyżej, często już przed samym meczem dochodzi do potyczek słownych pomiędzy zawodnikami. To tutaj często rozgrywają się sceny, których nie są w stanie uwiecznić żadne kamery. Cała psychologiczna gra ma swój początek w tym wąski korytarzu i nie raz decyduje ona o losach pojedynku. Długość tego wąskiego przejścia wynosi kilkanaście metrów i często są to ostatnie metry na których można zdobyć mentalną przewagę nad swoim przeciwnikiem. Jest to ostatnia odległość, przemierzając którą, zawodnicy drużyn przeciwnych idą ramię w ramię, po to, aby już za chwilę oddać się walce „na śmierć i życie”. Tego przynajmniej od swoich piłkarzy wymagają głodni sukcesów w ostatnich latach kibice Arsenalu. Zanim jednak zawodnicy dotrą do serca Emirates Stadium najpierw trafiają do szatni, przy której znajdują się często wspominane w swoim czasie natryski. To właśnie o arsenalskim prysznicu rozpisywały się media, które sugerowały, że przyłapano tam Wojciecha Szczęsnego (naszego reprezentacyjnego bramkarza, a niegdyś golkipera Arsenalu Londyn) z papierosem w ustach. Jeżeli wyobrażacie sobie, że tak sławne prysznice mają jakiś szczególny wygląd to bardzo się rozczarujecie. Nic specjalnego, a nie do końca nawet wiadomo ile było prawdy w opisywanej przez media „prysznicowej aferze”.


Niemniej, opuszczając szatnię, przechodząc przez tunel, wkracza się na gładką jak dywan murawę. Nieprzypadkowe jest twierdzenie, że najlepszą trawę na stadionach mają właśnie Anglicy. Była ona niewiarygodnie równo przystrzyżona. Jej kolor był intensywnie zielony. Miałem ogromną chęć ominąć ochroniarza, wbiec na murawę i zrobić długi ślizg na kolanach, jak robią to zawodnicy po strzelonym golu. Nie dano mi tutaj niestety poczuć się jak prawdziwa gwiazda piłki nożnej. Taką szansę dostałem jednak pozując na ściance w Interview Room. Są to małe pomieszczenia w których piłkarze po meczach udzielają wywiadów. Mają one ok. 4m2, ale to wystarczy żeby kilka słów do mikrofonu szepnąć.


Osobne zadanie mają trenerzy. Ich obowiązkiem jest uczestniczenie w konferencjach prasowych. Te krótkie spotkania trenerów z dziennikarzami odbywają się w dużej sali liczącej 146 wygodnych foteli. Sala konferencyjna Arsenalu sprawia dużo lepsze wrażenie niż zaplecze przygotowane dla piłkarzy. To właśnie w tym pomieszczeniu Arsene Wenger nie raz musiał odpowiadać na bardzo niewygodne pytania żurnalistów. Na szczęście jednak dla niego, więcej powodów miał do zadowolenia, co sam podsumował słowami: „Kiedy wygrywasz, to jest fantastyczne. Na szczęście ja jestem w stanie powiedzieć, że w mojej karierze więcej razy wygrałem niż przegrałem. Ten zawód jest łatwy jeśli wygrywasz i zbyt trudny gdy przegrywasz.”
I tutaj zwiedzanie stadionu się kończy. Jak wspomniałem na wstępie, ponownie trafiasz do firmowego sklepu. Pozytywnie naładowany i będący pod wrażeniem obiektu zostawiasz w nim kolejne funty... Biznes na Emirates Stadium się kręci, a Arsenal gra dalej...
JAK WYGLĄDA DZIEŃ MECZU ROZGRYWANEGO „U SIEBIE” W SOBOTĘ O GODZ. 15.00
Zapewne wielu z Was zastanawia się jak zaplanowany jest dzień, w którym piłkarze Arsenalu rozgrywają mecz na własnym stadionie. Warto podkreślić, że jest to stały harmonogram, który nie zmieniał się od wielu lat.
NOC PRZED MECZEM – drużyna przybywa do hotelu, je kolację oraz przechodzi odprawę
GODZ. 11.00 W DNIU MECZU – spotkanie zawodników
GODZ. 13.30 – zespół wyjeżdża z hotelu na stadion
GODZ. 14.00 – zespół przybywa na stadion
GODZ. 15.00 – mecz
GODZ. 17.00 – koniec meczu
GODZ. 17.30 – obowiązki prasowe
Obiecałem Wam jeszcze jedno. Poprosiłem czterech mieszkańców Londynu aby wypowiedzieli imię i nazwisko naszego reprezentacyjnego golkipera. Pomimo, że na początku mieli olbrzymie opory (nikt nie lubi mówić do kamery), to udało się w końcu ich namówić. Jak im poszło możecie przekonać się na poniższym filmie.
CERTYFIKAT DLA HELLOSPORT