W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
KSW 41 – TO CZEGO NIE BYŁO WIDAĆ W TV

KSW 41 – TO CZEGO NIE BYŁO WIDAĆ W TV

29.01.2018

Kiedy większość z Was zajmowała się 23 grudnia 2017 roku ostatnimi porządkami przed Świętami Bożego Narodzenia, szykowała powoli ostatnie wigilijne potrawy, ja zmierzałem w kierunku Katowic. Podekscytowany faktem, że otrzymałem akredytację dziennikarską i tym, że z perspektywy żurnalistów, po raz pierwszy w życiu, będę mógł wziąć udział w Gali KSW (41) mknąłem na Śląsk tak szybko, że przyuliczny fotoradar nie mógł nie błysnąć kiedy się do niego zbliżałem. No cóż, koszty mojej wyprawy zaczęły wzrastać...

W hotelu w Katowicach zameldowałem się o godz. 16.00. Szybki prysznic, obiad i półtorej godziny później udałem się w stronę „Spodka”. W związku z tym, że do hali miałem zaledwie 1,5 km, drogę tę pokonałem pieszo. Już z daleka rzucała się w oczy pięknie oświetlona arena dzisiejszych zmagań, a wozy transmisyjne Telewizji Polsat potwierdzały tylko, że czeka nas niemałe wydarzenie. Wielka Gala KSW 41 była dla mnie na wyciągnięcie ręki...



Zanim dotarłem jednak do odpowiedniego wejścia dla mediów minęło trochę czasu. Byłem odsyłany od jednych drzwi do kolejnych. Wpuszczający do hali ochroniarze nie do końca orientowali się w sytuacji, nie ma się jednak co dziwić – oni byli od pilnowania porządku, a nie udzielania rad totalnie niezorientowanemu „dziennikarzowi”. W końcu o godz. 18.20 trafiłem do miejsca w którym meldowali się przedstawiciele mediów. Odhaczenie na liście, otrzymanie specjalnej zawieszki na szyję i już w towarzystwie „opiekuna” mogłem udać się w stronę PRESS ROOMU. Po drodze, przechodząc przez arenę dzisiejszych zmagań pokazano mi specjalny sektor dla mediów z którego na żywo mogliśmy śledzić przebieg wydarzeń. Dla mnie nie było to jednak niezbędne, ponieważ w planach miałem cały wieczór spędzić w pomieszczeniu dla dziennikarzy. Chciałem poznać zwyczaje przedstawicieli mediów, przychodzących na wywiady zawodników..., po prostu chciałem poznać imprezę od strony dziennikarskiej.

Dotarliśmy na miejsce, wcześniej mijając backstage, czyli strefę w której poruszali się sportowcy. Od razu poinformowano mnie, że możemy tutaj zaglądać, ale nie można w tej strefie robić żadnych zdjęć. Było to dla mnie oczywiste, ponieważ była to intymna strefa mających walczyć dzisiaj zawodników. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy wchodząc do PRESS ROOMU to wielka ścianka, a przed nią stojące w gotowości kamery i aparaty fotograficzne. To właśnie na tle tej ścianki przeprowadzane było ok. 90% wywiadów z bohaterami gali.





Całe pomieszczenie miało ok. 100 m2. Podzielone było w zasadzie na dwie części: jedna, gdzie były monitory (na których na bieżąco pokazywano co dzieje się na ringu i trybunach), strefa do wywiadów na żywo i catering dla dziennikarzy oraz druga, w której mieściły się stoły do dziennikarskiej pracy. Przy jednym z nich rozsiadłem się ja – bloger, bez kamery i aparatu, tylko z małą komórką. Nie do końca pasowałem chyba do całej reszty, która z nowoczesnym sprzętem dziennikarskim i laptopami (dzięki którym na żywo umieszczali na swoich portalach wydarzenia z Gali) wyglądali na prawdziwych profesjonalistów. Myślicie, że był to dla mnie jakiś problem? Żaden! Ja i tak czułem się wyróżniony móc spędzić czas w tak miłym towarzystwie, a najlepsze miało dopiero nadejść...

Zanim jednak opiszę Wam jakich zawodników miałem okazję poznać rzućcie okiem na krótki filmik przedstawiający PRESS ROOM dzięki czemu będziecie mogli sobie bardziej wyobrazić jak to faktycznie wygląda.



Na jednym z filarów, aby nie pogubić się jeśli chodzi o kolejność walk, przywieszono rozkład zawodów:



To właśnie ten rozkład pozwolił mi bardziej orientować się w sytuacji, gdyż zawodników, którzy mieli stoczyć ze sobą pojedynki, tak naprawdę dopiero poznawałem. Znajomość MMA nigdy nie była moją mocną stroną dlatego bardzo wsłuchiwałem się w to co tłumaczyli mi pozostali „koledzy - dziennikarze” oraz sportowcy pojawiający się co chwilę w naszej strefie. Jako pierwszy zawitał do nas Tomasz Oświeciński, który zadebiutować miał w MMA w przedostatniej walce wieczoru.



Tomek nie był za bardzo rozmowny. Widać było u niego skupienie, a w słuchawkach rozbrzmiewała muzyka mająca poprowadzić go do zwycięstwa. Oprócz złożenia przez niego autografu na specjalnej karcie Hellosport i szybkiej wspólnej focie, na ten moment nie mogłem liczyć na nic więcej. Oświeciński bacznie obserwował poszczególne pojedynki po czym udał się do szatni.



Walki trwały w najlepsze, a zaraz po nich do naszego PRESS ROOMU przychodzili kolejni zawodnicy. Jednym z najbardziej sympatycznych okazał się Salahdine Parnasse z Francji. Nie ma się zresztą co dziwić, ponieważ chwilę wcześniej pokonał on większościową decyzję sędziów naszego rodaka Łukasza Rajewskiego.



Kolejnym bardzo fajnym gościem okazał się Grzegorz Szulakowski. Do naszego pokoju wszedł z pucharem, który postanowiłem uwiecznić na wspólnym zdjęciu. Grzegorz pokonał Kamila Szymuszowskiego przez poddanie w pierwszej rundzie.



W międzyczasie w PRESS ROOMIE pojawiały się różne osobowości, które tego dnia były w Spodku w charakterze kibiców, celebrytów czy osób wspierających zawodników. Przez nasze „studio” przewinął się m.in. Szymon Kołecki (były polski sztangista – medalista olimpijski), Mateusz Gamrot (zapaśnik i zawodnik MMA, międzynarodowy mistrz KSW) oraz ...Artur Szpilka, który niemalże na sam koniec gali narobił niezłego zamieszania. Ten polski bokser słysząc słowa Tomasza Oświecińskiego (zaraz po swojej wygranej walce), że jest on gotowy zmierzyć się teraz z Arturem, przerwał udzielany jednej ze stacji TV wywiad i wtargnął do Octagonu. Co wydarzyło się później wszyscy widzieli. Podbiegł do słaniającego się po walce aktora i jednym (na szczęście nieczystym) ciosem powalił go na matę. To jest cały Szpilka. Znany jest zresztą z tego, że rzadko kiedy potrafi pohamować emocje... Pomimo tak fatalnego zachowania, ja Artura zapamiętam jednak z dobrej strony. Zamieniliśmy ze sobą kilka słów, zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a na koniec podpisał mi on rękawice, które wkrótce będą przedmiotem aukcji charytatywnej (na drugiej z rękawic swój podpis złożył Tomasz Oświeciński).





Zabawa trwała w najlepsze, a u nas pojawiali się kolejni zawodnicy. Najbardziej żal było mi Antoniego Chmielewskiego, który podczas swojej walki został ...zmasakrowany. Gdy zawitał do naszej strefy wyglądał naprawdę na bardzo poobijanego.



Nie przejmując się jednak niczym bohatersko przystąpił do udzielania wywiadów, pomimo tego, że jego twarz delikatnie mówiąc była totalnie poobijana. Antoni przegrał swoją walkę przez techniczny nokaut w II rundzie z bardzo dobrze dysponowanym tego dnia Damianem Jankowskim.

Jeśli zapytalibyście mnie, który z zawodników jest największym „jajcarzem” to bez wahania odpowiedziałbym Marcin Wrzosek! Co ten gość wyprawiał na ściance przechodziło ludzkie pojęcie, było to jednak tak zabawne, że skupiało niesamowitą uwagę wszystkich osób znajdujących się w PRESS ROOMIE. Nie tylko zresztą tym co mówił, Marcin nas zaskoczył:



Zaraz po zakończonej walce Japończyka Klebera Koike Erbsta, Marcin wpadł na ring, „zdobył” mikrofon i poinformował wszystkich zgromadzonych w hali widzów, że jest gotów walczyć z Kleberem na kolejnej Gali KSW 42, która ma odbyć się w marcu w Łodzi. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Może właściciele KSW Maciej Kawulski i Martin Lewandowski wezmą sobie do serca słowa Wrzoska.

Po walce w/w pary oczekiwaliśmy już tylko na dwa ostatnie pojedynki, które miały być „HITAMI” wieczoru. Najpierw ten bardziej „celebrycki” pomiędzy wspomnianym wcześniej Tomaszem Oświecińskim, a Popkiem, a na deser mieli zmierzyć się Borys Mańkowski i Roberto Soldic z Chorwacji. Walka rapera z aktorem trwała dwie rundy, a każda z nich wyglądała zupełnie inaczej. W pierwszej to Popek niemalże demolował Tomasza i tylko cud sprawił, że Oświeciński dotrwał do końca pierwszego starcia. Druga część pojedynku miała się zupełnie inaczej. Już na samym jej początku powalony na matę Popek nie podniósł się z niej w zasadzie do samego końca. Regularne uderzenia, głównie w głowę muzyka, spowodowały, że zwycięsko z tego pojedynku wyszedł debiutujący w KSW Oświeciński. Obaj „zawodnicy” byli wykończeni, a rapera do pokoju medycznego musiało znosić z octagonu dwóch członków jego teamu. Tomasz też nie wyglądał najlepiej, a różnicę możecie zobaczyć porównując sobie jego wcześniej umieszczone w artykule zdjęcie z tym poniżej.



Przed nami została już tylko ostatnia walka wieczoru. W zasadzie to miała być formalność. Borys Mańkowski był faworytem w starciu z Roberto Soldiciem dlatego tak bardzo zaskoczyło wszystkich to co wydarzyło się na środku Spodka. Młody Chorwat, przystąpił do pojedynku bez żadnej bojaźni przed naszym mistrzem, zdecydowanie przeważał i ku zdziwieniu wielu tysięcy kibiców pokonał poznaniaka. Ten urodzony w 1995 roku w Vitezie zawodnik 23 grudnia 2017 został mistrzem KSW w wadze półśredniej, a dokonał tego naprawdę w bardzo imponującym stylu.

Jeszcze długo po walce chętnie udzielał wywiadów eksponując chwilę wcześniej zdobyty pas.





Podsumowując mój pobyt w strefie dziennikarskiej podczas KSW 41 chciałbym podkreślić bardzo dobrą organizację gali. Opieka nad „dziennikarzami” również była wzorowa. Wszyscy mieliśmy swoje miejsca do pracy, do przeprowadzania wywiadów oraz na bieżąco donoszone ciepłe i zimne posiłki. Wszystko to powodowało, że wydarzenie z 23 grudnia od naszej strony, można uznać za bardzo udane. Biorąc pod uwagę dodatkowo fakt, że z imprezy przywiozłem ze sobą wcześniej wspomniany gadżet (rękawice z podpisami Szpilki i Oświecińskiego), który będę mógł przeznaczyć na aukcję dla potrzebujących, usatysfakcjonowany jestem podwójnie.





Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: