W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
HELLOSPORT na Zanzibarze

HELLOSPORT na Zanzibarze

10.09.2021

To było niezwykłe doświadczenie. Przeprowadzić „zawody” sportowe dla młodych Zanzibarczyków to wielka sztuka. Nie dlatego, że były trudności w komunikowaniu się. Na przeszkodzie nie stała też rzadko spotykana w Polsce pogoda. Problemem była dyscyplina młodych Afrykanów. Ale po kolei…

Kiedy 21 sierpnia 2021 roku pojawiłem się na lotnisku w Warszawie, wiedziałem, że mam do zrealizowania jasno sprecyzowany cel - dać radość młodym zanzibarskim „sportowcom”. Walizka zapełniona specjalnymi medalami, koszulkami, workami czy bandankami (wszystko z logo Hellosport) o ponad osiem kg przekraczała dopuszczalny ciężar co wiązało się z niemałą dopłatą za nadbagaż. Było to jednak od początku wkalkulowane w koszty podróży.

Później już tylko 10,5 godziny lotu i Hellosport wraz ze swoimi sportowymi gadżetami, postawił stopy na afrykańskiej ziemi. Poczułem wielką radość, a zarówno niepewność czy będę miał szansę zrealizować swoje zadanie. Miałem ogromne wątpliwości czy uda mi się dotrzeć do zanzibarskich chłopców, których nie miałem pojęcia jak miałbym zebrać w jedno miejsce, jakim w dodatku miało być boisko piłkarskie. Sztuka nie lada, ale jak zawsze w kłopotliwych sytuacjach dopisało mi szczęście. A może to nie było szczęście tylko umiejętność radzenia sobie w takich momentach … Nazwijcie to jak chcecie. Ustaliłem plan działania…

Dotarłem do Żelka Żyżyńskiego (byłego redaktora Canal +), który obecnie zajmuje się sportem w organizacji Pili Pili właśnie na czarnym lądzie. Przy okazji wspólnego meczu w siatkówkę przedstawiłem mu swoje plany, co z kolei zaowocowało naszym drugim spotkaniem podczas miejscowej imprezy. Tutaj dołączył do nas kolejny gość – Mateusz Cetnarski, były piłkarz polskiej ekstraklasy, a obecnie grający trener zanzibarskiego zespołu występującego w II klasie rozgrywkowej – Pili Pili Dulla Boys.



Po krótkiej rozmowie wszystko było jasne. Ustaliliśmy, że stawię się w najbliższą niedzielę o godz. 8.30 na boisku, na którym trenuje w/w drużyna, a jednocześnie bywa na nim w tym czasie dużo miejscowej młodzieży – głównie chłopców kopiących piłkę. Panowie wytłumaczyli mi gdzie znajduje się wspomniany wyżej plac do gry, na który w ostatnim dniu tygodnia, punkt 8.00, wyruszyłem taksówką. Po około 25 minut jazdy kierowca zatrzymał się przy placu, który miał być niby moim docelowym miejscem podróży. Zwariowałem. Nie dowierzałem. Nie chodzi już o to, że na pięć minut przed zaplanowanym treningiem nikogo jeszcze nie było (Zanzibarczycy mają wielki spokój, pomyślałem, że zjawią się z opóźnieniem), sparaliżowało mnie coś innego. Płyta boiska. Zero trawy. Wielki plac, ale jego nawierzchnię stanowił beton, a miejscami, w najlepszym wypadku jakieś inne, mocno utwardzone podłoże. Zero bramek.



BOISKO Z KAMIENIA


Kompletnie nie wiedziałem co mam w tym momencie robić. Czekać? Uciekać? Totalny dramat. I kiedy traciłem już wiarę w spotkanie z młodzieżą, podszedł do mnie „mój” taksówkarz. Nie znał słowa po angielsku, ale mocno gestykulując uświadomił mnie, że po prostu pomylił miejsce zbiórki. Odetchnąłem, a po zaledwie trzech minutach znaleźliśmy się tam, gdzie mieliśmy trafić od samego początku. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Gdy zobaczyłem chmarę biegających po trawie małolatów wiedziałem, że mi się uda. Nie mogłem tego zepsuć, więc szybko przystąpiłem do dzieła. Po krótkiej rozmowie z Mateuszem Cetnarskim (prowadził on trening drużyny Pili Pili Dulla Boys) zebrałem młodzież i „ubrałem” ich w Hellosportowe koszulki. To był szał. Dzieciaki niemalże biły się o trykoty, a ja musiałem nad tym wszystkim zapanować.



ROZDAJĘ KOSZULKI


Kiedy zdecydowana większość została zaopatrzona w trykoty, obowiązkowo strzeliliśmy sobie wspólną fotę. Jak widać, radość była duża, pomimo faktu, że zdecydowana większość z małych bohaterów nie miała nawet na nogach obuwia do grania. Mało tego, nie miała obuwia nawet do zwykłego chodzenia…



Później miało być już tylko lepiej, ale nic z tych rzeczy. Organizacja konkursu rzutów karnych wymagała niebywałych umiejętności. Tłumaczenie chłopcom, że należy strzelać po kolei, że każdy ma tylko jeden strzał … to tak jakby przekonać kibola Lecha Poznań aby został fanem Legii Warszawa. Niemożliwe. Po prostu konkurs „jedenastek” rządził się w tym przypadku swoimi prawami. Ważne jednak, że jakieś tam prawa były, a ja mogłem mocno naginać wymyślony na szybko przez siebie regulamin. Inaczej się nie dało.



Po konkursie „jedenastek” przyszła kolej na następne aktywności. Trafialiśmy w poprzeczkę, w słupek, podbijaliśmy piłkę, a nawet próbowaliśmy przeturlać piłkę przez ustanowiony z naszych nóg tunel. Zabawa, pomimo braku „polskiego porządku” była znakomita. Najlepsi otrzymywali medale, co była dla nich ogromnym zaskoczeniem. Mam wrażenie, że niektórzy z nich widzieli coś takiego na żywo pierwszy raz w życiu.



Tak jak wspominałem wcześniej, nie tylko na medalach i koszulkach się kończyło. Kiedy jako kolejne nagrody pojawiły się worki i bandanki na głowę z logo Hellosport, chłopcy zaczęli trochę bardziej przykładać się do swoich zadań. Każdy chciał to mieć. Dla nas był to drobiazg, dla tych chłopców było to trofeum. Trofeum zdobyte za wykonanie konkretnego zadania. Miałem wrażenie, że nie byli oni do tego przyzwyczajeni. Byłem nawet przekonany, że rzadko kiedy mieli oni możliwość poddawania się takiej rywalizacji. Nie jest popularny na Zanzibarze fakt, że nagle przylatuje obcokrajowiec, organizuje im czas, a za fajną, wspólną zabawę – wręcza nagrody. Ja, robiłem to z wielką przyjemnością…





Po rozdaniu ostatniego gadżetu, zorientowałem się, że w ten oto sposób minęło półtorej godziny. 90 minut wspaniale spędzonego przeze mnie czasu. Byłem szczęśliwy. Byłem dumny z tego, że zagospodarowałem tym chłopcom 5400 sekund z ich życia. Byłem rozemocjonowany tym, że dałem im coś od siebie i nie chodzi mi tutaj o prezenty, które ze sobą miałem. Mam na myśli to, że podarowałem im mój czas, moje zaangażowanie, moją całą energię, którą byłem w stanie w tym momencie z siebie wykrzesać. Czułem, że zrobiłem coś dobrego. Nie sztuką byłoby po prostu przyjechać, wręczyć im nagrody i odjechać. Chciałem, aby wspólną zabawą oni na to zapracowali. I pomimo słabej dyscypliny, nasi zanzibarscy bohaterowie sprawdzili się znakomicie. Wspólnie wykonaliśmy dobrą robotę. Po niej, na chwilę przerzuciłem się do dorosłej piłki. Wykorzystując moment, uciąłem sobie pogawędkę z w/w grającym trenerem drużyny Dulla Boys – Mateuszem Cetnarskim.

Mateusz Cetnarski to były piłkarz polskiej esktraklasy. Grał m.in. w Śląsku Wrocław, Cracovii Kraków, Sandecji Nowy Sącz czy jeszcze całkiem niedawno w 2020 roku Koronie Kielce. W 2010 roku rozegrał również dwa mecze w seniorskiej Reprezentacji Polski. Na początku bieżącego roku Mateusz postanowił jednak coś zmienić w swoim życiu i przeprowadził się na Zanzibar aby trenować wspomnianą wcześniej drużynę. Drużyna Pili Pili Dulla Boys występuje w drugiej lidze Zanzibarskiej, a ja dostałem szansę uczestniczenia chwilowo w ich treningu…



TRENING DULLA BOYS


Kilka słów, zamienionych z „Cetnarem” również uzmysłowiło mi, jakie chłopacy stawiają sobie cele. Ten nr 1 to stworzenie profesjonalnego boiska. Ten sportowy natomiast to gra w afrykańskiej „Lidze Mistrzów”. Widząc z jakim zaangażowaniem nasz były Reprezentant Polski podchodzi do swoich obowiązków, wiem, że jest to możliwe. Oczywiście konieczne jest wsparcie szefa sportu w Pili Pili – Żelka Żyżyńskiego oraz głównego Bossa Pili Pili – Wojtka Żabińskiego, ale wierzę, że gdy wszyscy z nich połączą siły to spełnią swoje piłkarskie marzenia. Bardzo mocno im tego życzę. Wykorzystując chwilę przerwy w treningu seniorów, poprosiłem ich o wspólną fotę. Być może za kilka lat, jak na nią spojrzę, ujrzę kilku piłkarzy, którzy będą podbijali europejskie stadiony, czego bardzo im życzę. Różowa koszulka, którą mam na sobie to meczowy trykot drużyny. (jedna z dwóch, w których piłkarze z wioski Jambiani podbijają zaplecze zanzibarskiej ekstraklasy).



Podsumowując mój dwugodzinny pobyt w towarzystwie młodych, a następnie profesjonalnych zawodników uważam, że były to jedne z najlepiej spędzonych dwóch godzin podczas mojego pobytu na czarnym lądzie. Były emocje, była wielka radość, była możliwość dowiedzenie się wielu ciekawostek o zanzibarskiej (jakże egzotycznej dla nas) piłce. Jedyną rzeczą, jakiej mogę żałować to fakt, że nie miałem ze sobą chociaż kilku par zwykłych trampek. Strzelanie w nich rzutów karnych przez moich nowych, młodych przyjaciół, na pewno byłoby jeszcze bardziej efektowne niż strzelanie bosymi stopami…

Poniżej kilka interesujących fotek z „zanzibarskiego dnia sportu”





















Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: