W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Bracia Karaś. Nadludzie!

Bracia Karaś. Nadludzie!

22.10.2020

Gdzie jest granica ludzkiego organizmu? Jeśli miałbym odpowiedzieć na to pytanie, byłaby to prosta sprawa. Moje apogeum to być może przebiegnięcie maratonu w tempie co najwyżej żółwim? Albo nie, przejechanie na rowerze 60 km w tempie cały czas opadającym. Jeszcze inaczej, być może skakanie kilka minut na skakance, aż stopy nie będą dawały rady oderwać się już od podłogi. Zresztą kogo to interesuje. Takie osiągnięcia o których powyżej napisałem dałby radę zrobić zapewne co trzeci z Was. Prawdziwymi wymiataczami w kwestii wytrzymałości są dwaj panowie urodzeni w Elblągu. W dodatku bracia.

To, że Robert i Sebastian dobrze będą pływali było wiadomo już od dawna. W końcu nazwisko Karaś zobowiązuje. To, że będą jednak na ustach całego świata nie było już takie oczywiste. A jednak…

Najpierw kilka słów o młodszym Sebie. Jego, miałem okazję kilka lat temu poznać osobiście i od razu zrobił na mnie bardzo sympatyczne wrażenie. Gdy zaczął opowiadać o swoich przygodach i sportowych wyczynach to mnie po prostu zaczarował. Słuchałem jak zahipnotyzowany bo to co usłyszałem nie mieściło mi się w głowie. Nie wierzyłem, ale gdy później śledziłem losy jego kolejnych osiągnięć wiedziałem, że miałem szczęście poznać Mistrza. I to przez duże „M”. Kiedy pierwszy raz trafiliśmy na siebie, ten chłopak był już po przepłynięciu wpław Kanału La Manche. Po prostu wszedł do wody i pyknął sobie w niezwykle zimnym morzu znany na całym świecie Kanał. Jak gdyby nigdy nic. W międzyczasie pobijał rekordy na basenach aby trzy lata temu dokonać czegoś niemożliwego. Tak mi się przynajmniej wydawało. Myliłem się. W tym momencie byłem człowiekiem małej wiary, ale jak można było brać pod uwagę, że Sebastian przepłynie jako pierwszy człowiek na świecie wpłat Bałtyk. Z Kołobrzegu na Bornholm. Około 100 km. On jednak to zrobił, a jego „wycieczka” trwała prawie 29 godzin. Płynął w dzień i w nocy, nie mogąc dotykać towarzyszącej mu łodzi. Nie mogąc dotykać niczego, tylko bidon z płynami, podawany mu na długim wysięgniku. Czy Karaś miał podczas bicia tego rekordu momenty zwątpienia? A kto by ich nie miał! Jego głowa jednak cały czas mówiła mu, że da radę i pomimo lodowatej wody, pomimo parzących go meduz i momentami niewygodnych fal, zrobił to. Ja w tym czasie przebywałem na Majorce z przyjaciółmi. Nie spaliśmy. Całą noc na specjalnej mapie śledziliśmy „walkę” Seby. Kibicowaliśmy mocno, aby na samym finiszu się popłakać. Ze szczęścia. To było coś niesamowitego. Kiedyś dostałem od naszego bohatera opaskę z napisem: „Never stop believing” (Nigdy nie przestawaj wierzyć). Zrozumiałem wówczas, że jeśli masz marzenia to próbuj je osiągać. Bez względu na ich abstrakcyjność!


Zrozumiał to także, zapewne dużo wcześniej, brat naszego pływaka, Robert. Jego nie miałem okazji jeszcze poznać osobiście, ale co się odwlecze …, mam przynajmniej taką nadzieję. Kiedy przeglądałem jego osiągnięcia, myślałem, że czytam trylogię Sienkiewicza. Jest ich tak dużo. Nie będę Wam opisywał ich wszystkich, ale na jedno chciałbym zwrócić szczególna uwagę. Otóż gdy w 2018 roku usłyszałem, że Polak pobił rekord i zdobył Mistrza Świata w potrójnym Ironamie, myślałem, że ktoś robi sobie z nas żarty. Nie chodziło mi o to, że to Polak. Niewiarygodnym dla mnie było pokonać takie dystanse, aby je po prostu przeżyć. Zgodzicie się chyba ze mną, że płynąc 11,4 km, jadąc na rowerze 540 km i zaraz po tym biegnąc jeszcze 126,6 km można móc czuć się, delikatnie mówiąc, „zmęczonym”. Co ja w ogóle piszę? Zmęczonym? Wykończonym, rozszarpanym, martwym… On to jednak zrobił i to w czasie o 59 minut lepszym niż jego poprzednik. Robert pobił rekord świata, który trwał bezustannie od 15 lat. I jeśli myślicie, że to był jego szczyt możliwości to się rozczarujecie.


Ta „maszyna” ma kolejny plan. Plan, który rozpocznie realizować 26 października. Kiedy chcę Wam o nim teraz napisać, aż drętwieją mi dłonie, ciarki przechodzą całe ciało i ponownie sprawdzam w internecie i na profilach Roberta czy to prawda. Nie chce być inaczej. To dopiero będzie bardzo długie kilkadziesiąt godzin podczas których ja nie mam zamiaru spać. Chcę być świadkiem tego wydarzenia, bo jeśli on to zrobi to wiem, że ludzki organizm nie ma granic. Żadnych. O godzinie 7.00 rano (26.10) zacznę obserwować, jak Robert przystępuje do pływania. Przed nim będzie 19 km. Później 900 km jazdy na rowerze i 211 km biegu. Jeszcze raz sprawdzam to co przed chwilą napisałem i tak, nie pomyliłem się. W/w dystanse nasz bohater będzie musiał pokonać. Ja będę pokonywał je z nim, ale w zupełnie inny sposób. W myślach. Wierzę, że od sztabu Karasia będę otrzymywał raz po raz informacje z samej trasy aby móc Wam je na bieżąco przekazywać. Nie wyobrażam sobie aby mogło być inaczej. Mentalnie, zaangażowałem się w to bardzo. Gdybym tylko mógł chociaż trochę go popchnąć podczas biegu. Gdybym tylko mógł podrzucić mu płetwy podczas pływania. Gdybym tylko mógł spowodować aby podczas jazdy na rowerze cały czas miał z górki. Wiem, że nie jest to możliwe. Pytanie także czy Robert takiej pomocy by potrzebował. Śledziłem jego przygotowania. Bieganie, jazda na rowerze, pływanie, ciężary. W kółko to samo. Wszystko po to aby pokonać te przeszkody. Aby pokonać samego siebie. Aby udowodnić nam wszystkim, żebyśmy NIGDY NIE PRZESTALI WIERZYĆ!

Jeżeli chcecie więcej dowiedzieć się o Robercie i być na bieżąco, obserwujcie jego Instagram – Instagram.com/robert_karas-teamkaras



Zdjęcia:

Instagram: @100km.wplaw.przez.baltyk

Instagram: @robert_karas_teamkaras



Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: