W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
ŻUŻEL 2017 GNIEZNO! ...ACH TA MOJA KOSZULKA...

ŻUŻEL 2017 GNIEZNO! ...ACH TA MOJA KOSZULKA...

03.04.2018

Widzicie tą niebieską bluzę którą mam na sobie? To tylko przykrywka. Dopiero to co mam nadrukowane na koszulce znajdującej się pod bluzą wzbudziło ogromną sensację widzów, a we mnie niemały strach....

Ale od początku...

Na żużel wybrałem się pierwszy raz w życiu. No, może drugi ale tamtej wizyty na stadionie prawie nie pamiętam, było to jakieś 30 lat temu. Zanim poczułem jednak co to naprawdę znaczy „ryk silników” kilka atrakcji czekało na mnie już przed samym wejściem na stadion. Od rzu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ponieważ zanim zdążyłem dojść do jakiegokolwiek boksu promocyjnego na mojej drodze stanęło 10 cudownych dziewczyn. Anioły... Nie zdążyłem wejść na trybuny, a już wiedziałem, że zostanę fanem tego sportu. Te prześliczne panie to dziewczyny, które przed każdym wyścigiem wskazywały miejsca startu zawodnikom ze swojego teamu. Robiły to z taką gracją, że nawet ja, który nie mam prawa jazdy na motor, usiadłbym na tej dwukołowej maszynie i pocisnął. Marzenia...





Prosto po spotkaniu z „Aniołami” udałem się do „pawilonów” promujących sponsorów żużlowców. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w jednym z nich pojawiło się dwóch światowej sławy zawodników. Przybicie „piątki” z Taiem Woffindenem i fota z Chrisem Holderem to tak jak trafienie szóstki w totka. I to w dodatku podczas kumulacji. Nie na co dzień nie ma możliwości pozowania do wspólnego zdjęcia wraz z byłymi Mistrzami Świata. Taki los:).





Niezwykle zadowolony udałem się w końcu na arenę, która miała mnie ostatecznie przekonać do „czarnego sportu”. Rozsiadłem się wygodnie na swoim miejscu, zdjąłem bluzę i się zaczęło... Nagle poczułem na sobie wzrok kibiców. Nie jednego, dwóch, ale wszystkich, którzy mieli mnie w zasięgu wzroku. Fakt, że sam sprowokowałem taką sytuację, ale cóż, nie takie rzeczy w życiu się robiło. Na początku były tylko spojrzenia w moją stronę. Z biegiem czasu pojawiały się na twarzach pozostałych głupie miny, aż zaczęły z ich ust płynąć mocne słowa. Nie wszystkie nadają się do cytowania... To co na początku wydawało mi się śmieszne, po chwili zaczęło budzić emocje i we mnie. Im dłużej to trwało tym bardziej wskazane było ponowne nałożenie na siebie mojej niebieskiej bluzy. Bardzo chciałem opuścić stadion o własnych siłach toteż szybko zakryłem koszulkę, która wzbudziła tyle kontrowersji...





...a do rozpoczęcia wyścigów było coraz bliżej. Zanim jednak żużlowcy pokonali pierwsze okrążenie nastąpiła prezentacja zawodników. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej otoczki. Na torze pojawili się żużlowcy – bohaterowie wieczoru. Ich przejazd nie był jednak standardowy – każdy z nich był przewożony przez członka jednego z Gnieźnieńskich klubów motocyklowych. Następnie przejechał ogromny złoty pojazd, który zaprezentował Panie z którymi wcześniej miałem przyjemność strzelić sobie foty. Oprawa była niezła, a emocje zaczęły wzrastać.

Przyszedł czas na zawody. Wielu kibiców z programem i tabelą do uzupełniania punktów w ręku dopingowało swoich pupili. Ja, zapewne z racji zrobionych wcześniej sobie z nimi fotek kibicowałem dwójce: Tai Woffinden – Chris Holder. Ale miałem nosa... Para ta od samego początku zawodów dawał ostrego czadu. Woffinden wręcz miażdżył swoich rywali. Wygrywał niemalże każdy start, z wielką odwagą, wręcz bezczelnie rozpychał się pomiędzy swoimi przeciwnikami. Ten gość nie miał żadnych zahamowań. Miałem wrażenie, że jak już przycisnął gaz na maxa nie popuszczał nawet w najbardziej niebezpiecznych momentach. Totalny świr i za to kibice go kochają.

Kiedy wydawało się, że nic już nie może odebrać zwycięstwa moim ulubieńcom, kilka słabszych wyścigów zanotował Holder. Konsekwencje tego były takie, że inny z teamów przed ostatnim, decydującym o końcowym zwycięstwie tego dnia wyścigu, poważnie zbliżył się do pary Woffinden – Holder. To właśnie ostatni wyścig tamtejszego wieczora miał dać nam rozstrzygnięcie. „Koledzy” ze wspólnego zdjęcia aby utrzymać pierwsze miejsce do końca, potrzebowali zdobyć 4 punkty. I oto szok. Przez 3,5 okrążenia (na cztery) Tai i Chris byli w posiadaniu 3 punktów (Woffinden prowadził, Holder był czwarty). Dopiero na ostatnim łuku Mistrz Świata z 2012 roku wyprzedził swojego przeciwnika i rzutem na taśmę wjechał na metę jako trzeci. To zapewniło mu zdobycie jednego punktu, który wraz ze zwycięstwem swojego kolegi zagwarantowało im tego dnia miejsce na najwyższym podium.

To był wspaniały wieczór. Dawno nie przeżywałem tylu emocji. Oglądając do tej pory żużel tylko w telewizji nie zdawałem sobie sprawy jakie prędkości naprawdę osiągają zawodnicy. Dla nich słowo „strach” po prostu nie istnieje. Jednego jestem pewien. Nie była to ostatnia wizyta na arenie „czarnego sportu”. Będę tutaj przychodził, chociażby dla takich startów, których rozstrzygnięcie często decydowało o ostatecznym wyniku zawodów.



Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jednego zawodnika. Mowa o Antonio Lindbaecku. Ten ciemnoskóry zawodnik w długich dredach być może nie wyróżnił się niczym szczególnym (zdobył w całych zawodach 7 punktów), ale jego historia jest godna zaznaczenia. Jako maleńkie dziecko, został znaleziony na przedmieściach Sao Paolo, w kartonie z przyczepioną do niego karteczką, na której było napisane „meu nome e Antonio” (na imię mam Antonio). Trafił do sierocińca, a w wieku 3 lat został adoptowany przez szwedzką rodzinę. Miał w tym wszystkim wiele szczęścia. Pod opieką szwedów dorastał, a także otrzymał szansę uprawiania sportu. Kto wie jak potoczyłyby się jego losy gdyby pozostał w swoim rodzimym kraju.


Polub nasz profil

Dodaj komentarz

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: